Avatar the game [gra]
December 14th, 2009 by
darodaro
Tak, napisze jeszcze raz że to gra, a nie film, który wyjdzie 25 grudnia, jakżebym śmiał oglądać piraty! Kupuje na dvd i oglądam w kinie każdy film, w szczególności, że u nas zawsze są wszystkie filmy dostępne, już w dniu światowej premiery i to po przystępnych cenach. Nigdy nie wacham się wydać 55 zł (albo Kurwa ich Mac 110 zł za wersje BlueRay - bo jak wiecie, technologia wytłoczenia pierdolonego plastikowego krążka w innym formacie jest droższa o 100%) na film taki jak ostatni Bond: Quantum of Solace, bo to światowe kino najwyższych lotów, pełne wzruszeń i wspaniałej gry aktorskiej. Tak. Dlatego bez wahania wywalę stówę, aby obejrzeć tego gniota w wyższej rozdzielczości. Ale nie o tym ma być ta recenzja.
Recenzja ma być o grze na podstawie najnowszego filmu Jamesa Camerona (tego od “i’m the king of the world!!!”), na którego wydał nieprzebrane setki (3 konkretnie) milionów dolarów. Znamienne, jest to, że gra zostaje wydane PRZED filmem, a nie jak zazwyczaj trochę po, aby wzmocnić box-office a potem sprzedaż dvd i zarobić na kolejny jacht. Zazwyczaj takie gierki są gniotami dla dzieci, tym razem miało być inaczej ale wyszło jak zwykle.
Gra ma fenomenalną grafikę, cała ta ich dżungla, woda, wygląda jak z bajki. Widoczki są niesamowite, złapałem się na tym, że jeden z kretyńskich poziomów przeszedłem tylko dlatego, że trzeba było się wspinać na te ich lewitujące skały - widoki były niesamowite. I na tym temat powinien się zakończyć. Podejrzewam, że grafika w grze ma sporo wspólnego z tym, co zostało wygenerowane na potrzeby filmu, inaczej nikt przy zdrowych zmysłach nie biedziłby się nad kreacją tak złożonego świata, robiąc taka miernotę. Tak, ta gra jest przerażająco słaba.
Fabuła nawiązuje do filmu, więc nie będę jej zdradzał, ale pozostałe rzeczy kują w oczy i zwyczajnie odstraszają od rozgrywki.
Podstawa to sam model rozgrywki i fizyka. Mam poczucie że jest niesamowicie drętwy i plastikowy, nie ma znaczenia, czy biegnę, skacze, wale maczugą, strzelam z łuku czy z futurystycznego karabinu maszynowego - jest tak samo drętwo. Atakujące mnie ufo-wilki mają zwyczajnie chujową animacje, giną tak samo jak sterczący niczym kołek żołnierze - w błyskającej chmurce, zostawiając za sobą jakieś bonusy do zbierania, których całkowicie nie kumam. Żeby było jasne - kupiłem żywy oryginał za 80 zeta, więc to nie tak, że nie kojarzę gry, bo nie mam instrukcji, albo ruscy hakerzy upierdolili demo. Zwyczajnie drętwo się gra. Dodatkowy interfejs jest pełen informacji, podanych w nieprzystępny i niewygodny sposób. Cały świat żyje, jakby go skryptowali studenci pierwszego roku i to nie informatyki. Jak strzele w purchaty kwiatek to się rozbłyśnie i dostanie punkty do czegoś - tam. Jak w niego wjadę rozpędzonym buggy - to staje jak na zaporze przeciwczołgowej. Takich kretynizmów jest dużo. Fantastyczne były widoki gdy latałem na lokalnym odpowiedniku konio-pterodaktyla, do tego przygrywała chwytająca za serce muzyka. Widoki wypas, sterowanie z dupy. Napotkane postacie drętwe jak ochrona w Tesco, dialogi się nie kleją, przerywników nie można przerwać, świat, niby żyje, a gdy popatrzysz jak latają lokalne ptaki - to kręcą idealne kółka w jednym miejscu… itd. itp. To pasuje do produkcji City Interactive za 19.99, a nie do porywającej, światowej produkcji. Gniot
Zdecydowanie nie polecam, chyba, że ktoś lubi widoczki - jest na co popatrzeć, ale mi już sie nie chce, nawet nie jestem ciekaw, co będzie dalej.
Ocena: 3/10
Stopień ukończenia: ledwo co, chyba trzeci misja tymi dużymi niebieskimi
Poziom trudności: normalny
Grane na: 7 Pro, C2D@3Ghz, 4GB RAM@800Mhz, GF260GTX896MB, 1280×1024
Posted in gamekiller |
No Comments »