Los abrazos rotos
January 6th, 2010 by
ntnl
czyli “przerwane objęcia”. zawsze boję się oglądać filmy Almodovara - bo jak większość europejskich produkcji jest to dramat obyczajowy ze znów tymi samymi aktorami… no i taki właśnie jest ten film - nic się nie dzieje, nuda, jakiś tam problem, jakaś rozkminka - no i owszem, że Almodovar jest reżyserem dobrym, więc i historia jest ładnie opowiedziana i nawet rodzi się coś na kształt zainteresowania jakże to wszystko się potoczyło. niemniej po obejrzeniu tego filmu nie za bardzo czuję się pełniejszy, więcej wiedzący, zadowolony, nie wspominając o braq rozbawienia czy nasycenia akcją - bo żadnego z tych elementów nie ma. przydatność takich treści jest imho na poziomie ‘na wspólnej’, ‘klanu’ czy jakiś tam innych wypocin, gdzie wrzuca się kamerę do cudzego ogródka i podgląda. jak ktoś lubi emocjonować się cudzymi problemami - i to jeszcze wymyślonymi - to niewątpliwie to produkcja dla niego/niej. jest wszystko - zdrada, miłość, homosexualiści, śmierć, tragedia.. dużo tragedii, problemy… dużo problemów.
FFFFUUUUUJJJJJ. dla mnie 5/1o - nic z tego nie wyniosłem, ale dobrze zrobiony, więc głupio niżej ocenić. ale ludzie lubią takie smutne obrazki i tak na imdb ma 7.3.
Posted in upadek kinematografii |
January 12th, 2010 at 10:03 am
celnie powiedziane