Prawdziwa historia kota w butach
August 8th, 2009 by
darodaro
Nie wiem co napisać. Żenująco to mało. To jest skandal. Jak aktorzy dający dubbing zgodzili się podpisać pod tą produkcją?
Jeśli pod ocenę weźmiemy polską wersje, to nie powinno to w ogóle trafić do kin. Ani to dla dzieci, ani dla dorosłych. Powolna, dość interesująca animacja, okraszona ABSOLUTNIE żenującymi dialogami. Polska wersja to tragedia, nie znoszę narzekać na twórczość Polaków, ale to nie powinno w ogóle się zdarzyć. Czułem autentyczne zażenowanie oglądając ten film w KINIE! Jedyny powód wypuszczenie tego, jaki widzę, to wiara dystrybutora, że uda się załapać pod pociąg ze Szrekiem. Nie udało się. Doprawdy nie chce mi się pisać. Omijać szerokim łukiem. Jeśli ktoś chce spróbować, to może oryginalną wersje. Może będzie lepiej.
Ocena: 1/10.
Posted in upadek kinematografii |
August 13th, 2009 at 7:13 pm
“Prawdziwa historia kota w butach” to jakieś absolutne nieporozumienie !!! Poszliśmy wczoraj całą rodziną na ten film i z trudem wytrzymaliśmy do połowy po czym wyszliśmy. W trosce o zdrowie psychiczne moich dzieci i własne musieliśmy opuścić salę.
Wizualnie ochydne postaci, bardzo ponure kliamty, niemal brak akcji, beznadziejne podwórkowe teksty, naciągane żarty o braciach mroczkach, sopocie itp. Nuda ! Dno ! Ten film nie powinien nigdy powstać a tym bardziej trafic do dystrybucji. Ten film nie był robiony na trzeźwo. Francuzi musieli dużo cpać, żeby zrobić coś tak pokręconego. Jeśli nie chcesz zrobić krzywdy sobie i swoim dzieciom - nie idź na “Prawdziwą historię kota w butach” SZKODA KASY !!!
August 24th, 2009 at 10:25 am
Poszedłem na tę produkcję (“Prawdziwa historia kota w butach”) z żoną i trójką małych dzieci. Animacja odbiegająca od standardów disneyowskich - ciekawa, choć trochę mroczna; podobnie muzyka, ale polskie dialogi to katastrofa. Dziwię się panom Pazurze i Fronczewskiemu, że przyłożyli się do powstania tak marnego produktu. Do kogo miał trafiać ten podwórkowy język nastolatków udających afroamerykanów z Bronxu? Przecież nie do kilkuletnich dzieci. Prostactwo, niesmaczne porównania, niezrozumiałe metafory. Dzieci w końcu zaczęły się nudzić, a my z żoną spoglądaliśmy na siebie z wybałuszonymi oczami po każdym następnym kuriozalnym dialogu.
W połowie projekcji salę opuściła jedna rodzina (na całej sali było może z pięć rodzin, nie czytających wcześniej, tak jak my, recenzji tego filmu). My wytrzymaliśmy do sceny z d’Kontrabasem w strumyku - i tu litościwy Bóg zmiłował się nad nami. Wysiadł obraz, została tylko fonia. Gwizdy z sali nie obudziły operatora, więc widzowie zaczęli wychodzić z sali. Kompromitacja autorów polskiej wersji filmu zakończyła się kompromitacją operatora kinowego. Jedyny plus - w kasie bez szemrania zwrócono mi całą kwotę za bilety.