Quantum of solace
November 14th, 2008 by
ntnl
jeden z najsłabszych bondów. o ile fanem tej sagi w ogóle nie jestem, o tyle ten film był dodatkowo totalnie nie-bondowy. zero gadżetów, zero humoru - ot po prostu film sensacyjny z naiwną fabułą. do tego ‘efekty specjalne’ - tutaj sprowadzające się do walki i wybuchów - są tanim badziewiem. walki [których zresztą jest bardzo niewiele] i dynamika uzyskana jest poprzez złożenie kilq minutowej sceny z tysięcy drobniutkich ujęć. po pierwsze można się zrzygać jak obraz przeskakuje z jednej perspektywy do drugiej w tempie stroboskopu, po drugie zanim zdąży się zorientować jaki jest rzut kamery już widzi się co innego, a po trzecie - co to za kunszt, skleić scenę z takich wyrywków? pokazać długą scenę, gdzie widać ile pracy włożonej zostało przez aktorów/kaskaderów, w której jest się w roli prawdziwego widza, oglądającego to z boq - to dopiero jest wyczyn i przyjemność oglądania realistycznych scen.
nic, ale to zupełnie nic specjalnego. 5/1o
chociaż jak widać ludziom przypadł do gustu bo ma aż 7.2 na imdb.
Posted in upadek kinematografii |
November 16th, 2008 at 3:30 pm
Zgadzam się z wpisem w 100%
Nie wiem dlaczego, w dzisiejszych czasach wyznacznikiem dobrego filmu wśród superprodukcji staje się ilość połamanych kości, zabitych ludzi …. Gdzie ta angielska subtelność Bonda:(
December 17th, 2010 at 3:23 pm
I’ve been following your website for 4 days now and I be supposed to tell you I get tons benefits from your editorial. and now how I can get news update from your website?