Pełen inteligentnych uwag, ciętego humoru, pozbawiony cenzury i wpływu ugrupowań trzymających władzę, nie tylko świecką.

Clive Barker’s Jericho

January 24th, 2008 by darodaro

Elavil Online Buy Penisole Propecia Online Buy Zyban Celexa Online Buy Flomax Inderal Online Buy Avapro Ultram Online Buy Elimite

Uwaga! To jest gra!
Od momentu, gdy po raz pierwszy przemierzałem Blaskowitz’em przepastne korytarze niemieckich baz wojskowych, zawsze brakowało mi jednego we wszystkich strzelankach FPS – byłem sam jak palec. Wolfeinstain, doom’y, quake’i , will rocki, serious samy, painkillery i dziesiątki innych gwarantowały samotność. Taki Black Howk Down, nie mówiąc już o COD zaczęły przyzwyczajać nas do biegania stadnie. Ale dopiero Jericho zarządził w tym temacie (nie wliczając COD4 – bo to nie ta liga). Koniec z samotnym przemierzaniem otchłani piekieł, aby uratować świat. Teraz jesteśmy grupą i to zwartą. Nie mam pojęcia jakie środki biorą autorzy tych gier, ale w mojej specgrupie od rozwałki mam do dyspozycji: nawiedzonego eks-kleche z dwoma naganami, niezłą laskę z kataną i pistoletem maszynowym, snajperkę (przypominam, że wszystkie dziewczyny w full-antyaliasingu), jakiegoś komandosa i (nie tylko mojego) ulubieńca – przypakowanego kolesia z parowozem na plecach i działkiem typu vulcan przy pasie. Jak towarzystwo zaczyna strzelać, to robi się konkretny kocioł. Do tego wszyscy drą ryja, komentują akcje i rzucają czerstwe teksty – ale przynajmniej jest wesoło – i w końcu nie samotnie i nudno. Fabuła gna do przodu, co chwila ktoś popycha zawiłą intrygę do przodu – takiej warstwy fabularnej nie było kiedyś w przygotówkach. A przypomnę, że to tylko FSP. Do tego dochodzi mistrzostwo w sprawie uzbrojenia. Tutaj pojawia się mój numer jeden w kategorii broni szturmowych z FPS – karabinek maszynowy z podczepionym shogunem. Lewy przycisk – walimy z shotguna, prawy – siejemy seriami pocisków. Ah! Gdybym tak w doom’ach miał coś takiego!!! To nie koniec – kapitalna cecha tej gry – która jednocześnie jej dla mnie jej gwoździem do trumny: po pierwszym rozdziale dostajemy możliwość przełączania się pomiędzy bohaterami naszego zespołu i osobistego wykorzystywania ich możliwości. A jest to niezbędne do ukończenia poziomów. Koleś z parowozem potrafi być ognioodporny, jedna laska rzuca granatami, druga ma ghost-bullet (taki mały, sterowany readameer), ktoś czaruje, inny potrafi przechodzić przez kraty i ściany, a chyba wszyscy potrafią wskrzeszać zmarłych towarzyszy. Jeśli dodamy do tego że osób jest sześć, a każda z nich ma dwie rodzaje broni, z różnymi trybami strzału plus umiejętności specjalne, nie wymienione wcześniej to powoli robi nam się strategia, albo taki The Sims na polu walki. Może jestem już nierozgarnięty i za stary na takie gry, ale zwyczajnie gubiłem się pomiędzy przełączaniem się pomiędzy członkami zespołu (trzeba pamiętać, który co robi), czytaniem bieżących dialogów i podpowiedzi co trzeba teraz zrobić, wskrzeszaniem zmarłych, wyczajeniem, jakie potworzysko nas teraz atakuje i kogo użyć do obrony oraz oczywiście napieprzaniem z tego całego sprzętu w pojawiające się co chwila wraże obiekty. Szczęść Boże, ze zapisywanie szło z automatu, a amunicja odnawiała się z każdym punktem kontrolnym – inaczej temat nie do ogarnięcia.
Oczywiście grafika na wypasie, klimat chory, fabuła git. Tylko ja się zwyczajnie znudziłem, bo o ile wykańczanie pojawiających się znikąd piekielnych hord jest fajne, to ogarnianie do kogo, czym i jak strzelać zwyczajnie mnie męczyło, aż w końcu zatęskniłem do samotnego, beztroskiego napierdalania tym, co ma się pod ręką w najbliżej podbiegającego maszkarona. No dobra, może też trochę się już bałem dalej grać bo klimat dla psychicznych.
Generalnie niezła produkcja, doskonały warsztat i znajdą się amatorzy, ale ja dziękuje.
Stopień ukończenia: ok 20-30%
Ocena: 6/10
Na czym grałem:
PIVHT 3Ghz, 2GB Ram, GF8600. WinXP Prof.

Posted in gamekiller |

Leave a Comment

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.

-->