Uwaga! To jest gra!
Od momentu, gdy po raz pierwszy przemierzałem Blaskowitz’em przepastne korytarze niemieckich baz wojskowych, zawsze brakowało mi jednego we wszystkich strzelankach FPS – byłem sam jak palec. Wolfeinstain, doom’y, quake’i , will rocki, serious samy, painkillery i dziesiątki innych gwarantowały samotność. Taki Black Howk Down, nie mówiąc już o COD zaczęły przyzwyczajać nas do biegania stadnie. Ale dopiero Jericho zarządził w tym temacie (nie wliczając COD4 – bo to nie ta liga). Koniec z samotnym przemierzaniem otchłani piekieł, aby uratować świat. Teraz jesteśmy grupą i to zwartą. Nie mam pojęcia jakie środki biorą autorzy tych gier, ale w mojej specgrupie od rozwałki mam do dyspozycji: nawiedzonego eks-kleche z dwoma naganami, niezłą laskę z kataną i pistoletem maszynowym, snajperkę (przypominam, że wszystkie dziewczyny w full-antyaliasingu), jakiegoś komandosa i (nie tylko mojego) ulubieńca – przypakowanego kolesia z parowozem na plecach i działkiem typu vulcan przy pasie. Jak towarzystwo zaczyna strzelać, to robi się konkretny kocioł. Do tego wszyscy drą ryja, komentują akcje i rzucają czerstwe teksty – ale przynajmniej jest wesoło – i w końcu nie samotnie i nudno. Fabuła gna do przodu, co chwila ktoś popycha zawiłą intrygę do przodu – takiej warstwy fabularnej nie było kiedyś w przygotówkach. A przypomnę, że to tylko FSP. Do tego dochodzi mistrzostwo w sprawie uzbrojenia. Tutaj pojawia się mój numer jeden w kategorii broni szturmowych z FPS – karabinek maszynowy z podczepionym shogunem. Lewy przycisk – walimy z shotguna, prawy – siejemy seriami pocisków. Ah! Gdybym tak w doom’ach miał coś takiego!!! To nie koniec – kapitalna cecha tej gry – która jednocześnie jej dla mnie jej gwoździem do trumny: po pierwszym rozdziale dostajemy możliwość przełączania się pomiędzy bohaterami naszego zespołu i osobistego wykorzystywania ich możliwości. A jest to niezbędne do ukończenia poziomów. Koleś z parowozem potrafi być ognioodporny, jedna laska rzuca granatami, druga ma ghost-bullet (taki mały, sterowany readameer), ktoś czaruje, inny potrafi przechodzić przez kraty i ściany, a chyba wszyscy potrafią wskrzeszać zmarłych towarzyszy. Jeśli dodamy do tego że osób jest sześć, a każda z nich ma dwie rodzaje broni, z różnymi trybami strzału plus umiejętności specjalne, nie wymienione wcześniej to powoli robi nam się strategia, albo taki The Sims na polu walki. Może jestem już nierozgarnięty i za stary na takie gry, ale zwyczajnie gubiłem się pomiędzy przełączaniem się pomiędzy członkami zespołu (trzeba pamiętać, który co robi), czytaniem bieżących dialogów i podpowiedzi co trzeba teraz zrobić, wskrzeszaniem zmarłych, wyczajeniem, jakie potworzysko nas teraz atakuje i kogo użyć do obrony oraz oczywiście napieprzaniem z tego całego sprzętu w pojawiające się co chwila wraże obiekty. Szczęść Boże, ze zapisywanie szło z automatu, a amunicja odnawiała się z każdym punktem kontrolnym – inaczej temat nie do ogarnięcia.
Oczywiście grafika na wypasie, klimat chory, fabuła git. Tylko ja się zwyczajnie znudziłem, bo o ile wykańczanie pojawiających się znikąd piekielnych hord jest fajne, to ogarnianie do kogo, czym i jak strzelać zwyczajnie mnie męczyło, aż w końcu zatęskniłem do samotnego, beztroskiego napierdalania tym, co ma się pod ręką w najbliżej podbiegającego maszkarona. No dobra, może też trochę się już bałem dalej grać bo klimat dla psychicznych.
Generalnie niezła produkcja, doskonały warsztat i znajdą się amatorzy, ale ja dziękuje.
Stopień ukończenia: ok 20-30%
Ocena: 6/10
Na czym grałem:
PIVHT 3Ghz, 2GB Ram, GF8600. WinXP Prof.