capote
February 19th, 2006 by
ntnl
hmmm… hmmm.. no czy ja wiem. film o caote, ktory wielkim pisazem byl. amerykanskim. wielkie halo. i capote jako osoba i film jako wydazenie. obraz ciezki, jak i bohater. zmanierowana ciota, ktora wkreca sie dwoch kolesi skazanych smierc. zamiast dac ich powiesic, on ich broni, poniewaz jego zyciowa misja stalo sie zrozumiec wnetrze jednego z nich. zakochuje sie w nim i drazy poniewaz uwaza, ze sa jak bracia ‘tylko w pewnym momencie ja [capote] wyszedlem przednimi drzwiami, a on tylnimi’.
aktor gra rewelecyjnie i to nie podlega dyqsji. film ma niesamowicie ciezka, dramatyczna atmosfere z delikata nutka thrillera. ludzi kladzie na kolana, a ja mowie - spadaj na szczaw. depresjonujace paskudztwo o gloryfikacji odchylen psychicznych. nie podoba mi sie postac capote’a ani tresc filmu, ksiazki nie czytalem i na pewno nie zamierzam. tfu.
Posted in upadek kinematografii |