nie zeby jakos specjalne swieto czy cos… po prostu przesyceni euroamerykanska papka kinowa, niby duzo roznych filmow ale… wszystkie w pewien sposob takie same. a ze coraz wiecej wschodnich produkcji dociera roznymi kanalami, z wielka przyjemnoscia siadamy, i ogladamy spojrzenie jakze odmienne od tego, do ktorego przywyklismy.
CHINY
nowa produkcja (2oo5), jakosciowo dorownujaca produkcjom swiatowym na wysokim poziomie. takie obecnie filmy powstaja w najwiekszym narodzie swiata. the myth nie jest filmem abitnym, ani wyjatkowo dobrym, choc moglby byc. akcja dzieje sie w dwoch swiatach - dzisiejszym, i w czasach dynastii qin, z ktorej pochodza gigantyczne, tysieczne armie pomnikow, budowane umieracym cesarzom. jesli film ograniczylby sie do scenerii historycznej, ktore w 1oo% realizuja tytul - mit - bedac bajkowa opowiescia o wojowniq, milosci konfrontacji obietnicy wzgledem narodu a uczuciami prywatnymi - moznaby go obejrzec z dzieciecym zachwytem, wybaczajac naiwnosc fabuly i zupelnie ekstremalne wyczyny bohatera. calosc psuje jednak watek z czasow dzisiejszych, ktory jest niewybaczalnie naiwny i nudny. tak czy inaczej mozna obejrzec wiele fajnych walk, sporo ladnych scenerii, no i jesli ktos lubi
Jackie Chana, specjalnie zawiedziony nie bedzie, bo wiadomo czego sie ogolnie spodziewac.
spostrzezenie jakie wynioslem to to, ze kiedys musial on jezdzic do stanow, bo tam byla kasa i jakos produkcji. jak widac kino chinsko-hongkondzkie (dziwnie brzmi), zaczyna powoli doganiac, a moze i wyprzedzac produkcje amerykanskie. jesli ktos nie widzial, to szczeze zachecam do obejrzenia np. the hero czy the house of flying daggers, ktore sa opowiesciami tak barwnymi i zrealizowanymi tak genialnie, ze nie sposob oderwac sie od ekranu.
INDIE
zupelnie typowa boliwoodzka produkcja main hoon na z 2oo4 roku. typowa - czyli pomieszanie scen komediowych i dramatycznych, cala fabula opiera sie na realizowaniu najwazniejszej potrzeby zycia - jednoczeniu rodziny. co rozni ten film od innych produkcji boliwoodzkich jakie mialem okazje widziec, to watek sensacyjny. nie trudno sie domyslec (jesli ktos z takimi filmami mial juz do czynienia), ze sceny komediowe sa rodem z najglupszych i najnaiwniejszych filmow komediowych, dramatyczne z najdramatyczniejszych dramatow wyciskajacych lzy nie tylko z oczu, a scency sensacyjne probuja przewyzszyc najsensacyjniesze sceny z najlepszych filmow akcji. takie wlasnie jest kino indyjskie - Kino. i pomimo tego, ze moze wydac sie naciagane, naiwne, albo przypominac seriale z romantiki, po raz kolejny ogladalem wpatrzony w ekran z szeroko otwartymi oczami podziwiajac feerie kolorow, ilosc muzyki i usmiechniete twarze. a ruch, myzyka, spiew i taniec, ktorych nie braqje, powoduja, ze ciezko usiedziec na miejscu. ponad to nie brakuje scen rodem z matrixa, co rowniez swiadczy o tym, ze technologicznie kino wschodnie spokojnie dorownuje europejskiemu czy amerykanskiemu. a ze fabula i tresc inna? ale inna rowniez kultura a co za tym idzie - target.
to co mnie zastanawia to fakt, ze pomimo, iz sa to produkcje idyjskie, to wiekszosc filmu aktorzy mowia po angielsq. czasem w hindi ale czasem nie. bardzo to dziwna maniera.
KOREA
ostatnio wywalilismy z dysq kilka filmow, po obejrzeniu pierwszych 1o min - kolejna seria durnych amerykanskich komedii collage’owych. ich poziom jest tak fatalny, ze nawet nie chce pamietac tytulow. nadeszla okazja obejrzec podobny obraz, ale umieszczony w innej kulturze - sex is zero. komedia glupawa, pelna nudnych dluzyzn, z watkiem dramatycznym przestrzegajacym przed nieostroznymi uniesiami milosnymi. co jednak ciekawe - po pierwsze spostrzezenie jak liberalnym krajem jest korea! film dla nastolatkow pelny scen erotycznych (i wulgaryzmow), i zaskaqjacy epizod o aborcji. nie wiem na ile to tylko film, ale wyglada na to, ze aborcja jest tam normalnym zabiegiem. idzie sie na rozmowe ‘czy jestes swiadomy konsekwencji i czemu tak nie odpowiedzialnie, czy jestes pewien’, a potem na stol. po prostu.
pod pewnymi wzgledami tak samo naiwny jak zachodnie produkcje, ale generalnie duzo bardziej odwazny i bezposredni. i dla tego warto zobaczyc, zeby sobie samemu porownac, bo nie przypomina to tego, co oglada sie na codzien.
REASUMUJAC
nie wiem czy nasze dzieci, czy dzieci naszych dzieci, beda sie uczyc chinskiego a nie angielskiego, a kolo domu bedzie przedszkole dla skosnych. mam nadzieje, ze mimo wszystko nasza klutura przetrwa, ale mam rowniez nadzieje, ze bedzie w stanie sie troche nauczyc z kultur wschodu.