November 12th, 2005 by
ntnl
bollywoodzko-brytyjska produkcja. u nas pewnie lepiej znany jako “czasem slonce, czasem deszcz”. bardzo ciezko sie wypowiedziec jednoznacznie - z jednej strony niesamowite zdjecia, piekne kolory, akcja odbywa sie w bogatych wnetrzach pozbawionych tego co dla nas w indiach nieakceptowalne - czyli brudu, smietnika i smrodu. wspaniala muzyka, niesamowity taniec i spiew. az ma sie ochote przeprowadzic q: prawda jest taka, ze bogactwo kultury hinduskiej jest niewatpliwie olbrzymie. ale…
z drugiej strony mamy film z romatici w 1o krotnym powiekszeniu - tak naiwny, ze az mozna sie zastanawiac, czy to nie ma byc komedia. pastisz dramatu. “czasem slonce, czasem deszcz” czyli czasem mile oku kolory i film z niezlym jajem, a czasem wyciskacz lez, ze az trzeba wyjsc sie odlac…
na imdb 7.3, ocena nie bez powodu wysoka, choc trzeba sie nastawic na czeste przymrozanie oczu - inaczej mozna pomylic z brazylijskim serialem.
polecam zwlaszcza kojnowi i joli, jako spojrzenie na ich ukochany kraj z innej perspektywy (;
Posted in upadek kinematografii |
No Comments »
November 12th, 2005 by
ntnl
hmmmm…
na imdb oceniony slabiutko - na ledwie 5.2. role glowna gra Jason Statham - znany np. z transportera. rezyseruje guy ritchie - znany np. ze snacha czy lock, stock …. film ukazuje sie na 2tyg po premierze transportera. [no moze 3 czy 4 bo w kinach go jeszcze nie ma]. czego mozna sie spodziewac?
hmmmm….
fajne zdjecia [jak zwykle].
niezla muza, fajnie sklejona w calosc z obrazem [jak zwykle].
ale dalej…. niby troche brytyjskiego humoru [jak zwykle?], niby sensacyjnie [jak zwykle?]… niby, ale jednak nie. czemu tylko 5.2?
film zaczyna sie normalnie. i tak jest przez pierwsze 1o min. potem troche nie wiadomo o co chodzi. potem wogole nie wiadomo o co chodzi. potem juz zupelnie jest popierdzielone. na koniec niby wyjasnienie. niby.
byc moze fajny. ale poprosze wersje uproszczona z dodatkowymi napisami. generalnie po obejrzeniu wszystko sie wyjasnia. niby. ale pozostaja setki pytan ‘ALE O CO CHODZI?!’.
odemnie moze 4.o a moze 8.o. bo niby fajny ale w sumie to nie wiem. srednia i tak lepsza niz na imdb….
ale i tak polecam. ot tak - dla gimnastyki umyslu. lapiesz w lot? sprawdz sie.
Posted in upadek kinematografii |
No Comments »
November 6th, 2005 by
darodaro
Oto najlepszy film sensacyjny roku z najgorszym scenariuszem. Kurier w tym momencie przebił Bonda, Świętego, Thomasa Crowna, Fantastyczną Czwórkę i Pana Samochodzika (razem wziętych). Półtorej godziny czystej akcji, doskonale zmontowanej, efekty i takie tam różne. To takie kino drogi – bo cały czas w ruchu, tylko że szybko jeżdżą i biegają. Frank Martin walczy lepiej niż Jacky Chan, jeździ ostrzej niż Hołowczyc, biega szybciej niż Ben Jonson, ma więcej gadżetów niż Bond i na dokładkę jest najprzystojniejszy.
Całość trzeba traktować z dużym przymrużeniem oka, bo fabuła jest finezyjna jak zapora przeciwczołgowa, a sceny tak nierealne, że aż dobrze się je ogląda.
Do oceny 10/10 brakuje albo nieco mniejszej łopatologiczności, albo nieco bardziej wyszukanego humoru, a tak to jest tylko 8/10. Czysta radość z oglądania.
http://www.imdb.com/title/tt0388482/
Posted in upadek kinematografii |
No Comments »
November 1st, 2005 by
ntnl
daaawno, dawno temu, w odleglej galaktyce… ogladalem juz memento. problem polegal na tym, ze bylo tak dawno, ze nie mial jeszcze polskiej premiery wiec ogladalem go w oryginale. po obejrzeniu filmu wiedzialem, ze jest to produkcja dobra, ciekawa i przedewszystkim - bardzo nietypowo nakrecona, poniewaz film dzieje sie od tylu. czyli pierwsza scena jaka widzimy jest ostatnia. jak tylko skonczyl sie film pomyslalem: ‘no dobra. ale czy on w koncu zabil odpowiedniego faceta, czy tez nie?’. przy tak skomplikowanej fabule moj angielski wymiekl.
trafila sie okazja obejrzec film po raz drugi - tym razem z polskimi napisami. film sie skonczyl, usiedlismy… ‘no i dobra. ale czy on w koncu zabil tego co trzeba?’.
film nie jest prosty. jesli probuje sie odkryc przebieg fabuly, moze okazac sie to niemozliwe. w filmie znalesc mozna wiele znakow wskazujacych na sprzeczne fakty. cala historie ponaje sie oczami bohatera, a ta w jego pamieci zanika bardzo szybko, ulegla przeksztalceniom - byc moze policjant ted, w koncowej kwestii mial racje. byc moze czesciowa. byc moze nic nie bylo prawda do konca. bohater ciagle powtarza zdanie ‘wspomnieniom, wyobrazni nie wolno ufac. wierzyc wolno tylko faktom. wspomnienia ewwoluja, potrafia zmienic kolor samochodu, twarz osoby…’. ze tak jest w rzeczywistosci przekonalem sie prowadzac cos na ksztalt pamietnika. czytajac swoja relacje rzeczywistosci z przed lat, bylem zszokowany. doslownie. pamietalem inne emocje, cala sytuacja byla niby TA sama, ale zupelnie NIE TAKA sama. imho ten film jest wlasnie o tym. o tym jak latwo manipulowac ludzmi, oraz jak ludzie manipuluja sami soba, pewne fakty zapominajac, nie chcac czegos pamietac mniej lub bardziej swiadomie przeksztalcamy ich obraz tak aby moc z nimi zyc. inaczej bylibysmy schizolami.
fabula w filmie zaczyna sie [czyli konczy] od pewnego momentu w calej historii - po obejrzeniu nie docieramy do samego korzenia, poczatq calej awantury. stad nie da sie wywnioskowac jaka jest ostateczna prawda poniewaz scenariusz pozostawia wiele niedopowiedzianych elementow - odbiorca ma pole do popisu w interpretacji.
jesli ktos filmu nie ogladal - szczerze polecam. dobra sensacja. najwazniejsze w filmie jest ostatnie 1o min, kiedy zobaczyc mozna poczatek pokazywanego fragmentu historii. niby rozwiazanie wszelkich watpliwosci… czy na pewno? na kilka seqnd przed koncem, w ostatniej scenie, pojawia sie bardzo ciekawe wspomnienie, na ktorym widac bohatera filmu i przytulajaca sie do niego zone. proponuje przyjrzec sie dokladnie tej scenie…
inni rowniez docenili ten obraz, poniewaz znajduje sie na 22 miejscu na liscie top 25o z ocena 8.7.
Posted in upadek kinematografii |
No Comments »