Pełen inteligentnych uwag, ciętego humoru, pozbawiony cenzury i wpływu ugrupowań trzymających władzę, nie tylko świecką.

November 19th, 2005 by darodaro

Powiedzmy, że facetowi imieniem Stefan podoba się kobieta… nazwijmy
ją Jolka. Zaprasza ją do kina. Ona się zgadza, spędzają razem miły
wieczór. Kilka dni później proponuje jej obiad w restauracji i znów
oboje są zadowoleni. Zaczynają się spotykać regularnie i żadne z nich
nie widuje się z nikim innym. Aż któregoś wieczoru w samochodzie,
Jolka zauważa:
- A wiesz, że dziś mija dokładnie sześć miesięcy odkąd się spotykamy ?

W samochodzie zapada cisza. Dla Jolki wydaje się ona strasznie głośna.

Dziewczyna myśli: “Kurcze, może nie powinnam była tego mówić.
Może on nie czuje się dobrze w naszym związku. Może sądzi, że próbuję
na nim wymusić jakieś zobowiązania, których on nie chce, albo na które
nie jest jeszcze gotowy”.

A Stefan myśli: “O rany. Sześć miesięcy”.

Jolka myśli: “A tak w sumie to i ja sama nie jestem pewna, czy chcę
takiego związku. Czasami chciałabym mieć więcej przestrzeni, więcej
czasu, żebym mogła przemyśleć, co chcę dalej zrobić z tym związkiem.
Czy ja naprawdę chcę, żebyśmy posuwali się dalej…? W zasadzie… do
czego my dążymy? Czy tylko będziemy się nadal spotykać na tym poziomie
intymności? Czy może zmierzamy ku małżeństwu? Ku dzieciom ? Ku
spędzeniu ze sobą całego życia ? Czy ja jestem już na to gotowa ? Czy
ja go właściwie w ogóle znam ?”

A Stefan myśli: “… czyli… to był… zobaczmy… czerwiec, kiedy
zaczęliśmy się umawiać, zaraz po tym, jak odebrałem ten samochód, a to
znaczy… spójrzmy na licznik… Cholera, już dawno powinienem zmienić
olej!”

A Jolka myśli: “Jest zmartwiony. Widzę to po jego minie. Może to jest
zupełnie inaczej ? Może on oczekuje czegoś więcej - większej
intymności, większego zaangażowania… Może on wyczuł - jeszcze zanim
sama to sobie uświadomiłam - moją rezerwę. Tak, to musi być to. To
dlatego on tak niechętnie mówi o swoich uczuciach. Boi się odrzucenia.”

A Stefan myśli: “I muszą jeszcze raz sprawdzić pasek klinowy.
Cokolwiek te barany z warsztatu mówią, on nadal nie działa dobrze.
Zwalają winę na mrozy. Jakie mrozy? Jest 8 stopni, a ten silnik
pracuje jak stara śmieciara! A ja głupi jeszcze zapłaciłem tym
niekompetentnym złodziejom 6 stówek.”

A Jolka myśli: “Jest zły. Nie winię go. Też bym była na jego miejscu
zła. No - to moja wina, kazać mu przez to przechodzić, ale nic nie
poradzę na to, co czuję. Po prostu nie jestem pewna…”

A Stefan myśli: “Pewnie powiedzą, że gwarancja tego nie obejmuje. To
właśnie powiedzą…. Chamy.”

A Jolka myśli: “Może jestem po prostu idealistką, czekającą na rycerza
na białym koniu, kiedy siedzę obok wspaniałego mężczyzny, z którym
lubię być, na którym naprawdę mi zależy, któremu chyba także zależy na
mnie. Mężczyzny, który cierpi z powodu mojej egoistycznej, dziecinnej,
romantycznej fantazji.”

A Stefan myśli: “Gwarancja! Ja im dam gwarancję! Powiem, żeby ją sobie
wsadzili w d…… Ja chcę mieć sprawny wóz”

- Stefan - odzywa się Jolka.
- Co? - pyta Stefan, wyrwany niespodziewanie z zamyślenia.
- Nie dręcz się już tak - kontynuuje Jolka, a jej oczy zaczynają
napełniać się łzami. Może nigdy nie powinnam… Czuję się tak…
(załamuje się i zaczyna szlochać)
- Ale co? - dopytuje się Stefan
- Jestem taka głupia… Wiem, że nie ma rycerza. Naprawdę wiem. To
głupie. Nie ma rycerza i nie ma konia…. - Nie ma konia? - pyta
zdziwiony Stefan
- Myślisz, ze jestem głupia, prawda ? - pyta Jolka.
- Nie! - odpowiada Stefan, szczęśliwy, że wreszcie zna prawidłową
(chyba) odpowiedź na jej pytanie.
- Ja tylko… Ja tylko po prostu… Potrzebuję trochę czasu…
(następuje 15-sekundowa cisza, podczas której Stefan, myśląc
najszybciej jak potrafi, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu
trafia na jedną, która wydaje mu się niezła)
- Tak. - mówi.

Jolka, głęboko wzruszona, dotyka jego dłoni.
- Och, Stefan, naprawdę tak czujesz? - pyta.
- Jak? - odpowiada pytaniem Stefan.
- No, o tym czasie… - wyjaśnia Jolka.
- Nnnoo… Tak.
(Jolka odwraca się ku niemu i patrzy mu głęboko w oczy, sprawiając, że
Stefan zaczyna się czuć bardzo nieswojo I obawiać, co też ona może
teraz powiedzieć, zwłaszcza, jeśli dotyczy to konia…. W końcu Jolka
przemawia)
- Dziękuje ci, Stefan.
- To ja dziękuję - odpowiada z ulgą mężczyzna. Potem odwozi ją do
domu, gdzie rozdarta, umęczona dusza chlipie w poduszkę aż do świtu,
podczas gdy Stefan wraca do siebie, otwiera paczkę chipsów, włącza
telewizor i natychmiast pochłania go powtórka meczu tenisowego między
dwoma Szwedami, o których nigdy wcześniej nie słyszał. Cichy głos w
jego głowie podpowiada mu, że w samochodzie wydarzyło się dziś coś
ważnego, ale Stefan jest pewny, że nigdy nie zrozumie co, więc
stwierdza, że lepiej wcale o tym nie myśleć (tę samą taktykę stosuje w
stosunku do wielu tematów - np. głodu na świecie).

Następnego dnia Jolka zadzwoni do swej najbliższej przyjaciółki, może
do dwóch i przez sześć godzin będą omawiać tę sytuację. Drobiazgowo
analizują wszystko, co ona powiedziała i wszystko, on powiedział, po
raz pierwszy, drugi i n-ty, interpretując każde słowo, każdą minę i
każdy gest, szukając niuansów znaczeń, rozważając każdą możliwość…
Będą o tym dyskutować, przez tygodnie, może przez miesiące, nie
osiągając żadnej konkluzji, ale także wcale się tym nie nudząc.
W tym samym czasie, Stefan, pijąc piwo ze wspólnym przyjacielem jego i
Jolki, zastanowi się i zapyta:
- Janusz, nie wiesz, czy Jolka miała kiedyś konia?

Posted in i takie tam różne |

Leave a Comment

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.

-->