The Adventures of Priscilla, Queen of the Desert
September 22nd, 2005 by
ntnl
wczoraj mialem okazje zobaczyc film z 94 roq (7.3 na imdb), ktory rozlozyl mnie na lopatki. pozytywnie. …aż polskich literek zacząłem używać…
byl pewien okres, w ktorym zaczela powstawac masa filmow o tematycje gejowskiej, albo w kazdym serialu czy filmie musial przynajmniej byc jeden bohater homosexualny. przewaznie stereotypowy - zmanierowana ciota. mialem juz dosyc tej tematyki, ukazywanej w taki sposob.
kiedy trzech transwestytów [a raczej drag queens] wybiera się na wyprawę przez australijską pustynię, musi być ciekawie. Bardzo prosty szkic fabuły - ot, kino drogi, na końcu której czeka ważne wydażenie, a sama podróż daje czas do namysłu, ciekawych spotkań, przedstawienia osobowości i przeżycia wielu przygód. Ale przedstawione obrazy powalają na kolana swoją wielkością. Przestrzenie - owszem, miłe. Skoro transwestyci więc kolorowo i wesoło, choć nie brakuje i dramatu - tego nie da się uniknąć będąc tak odmiennym - super. Ale sceny, kiedy autobus pędzi przez pustynię, a na jego dachu stoi drag queen ubrana w koronę [czepiec?], wspaniałą suknię z kilkunastometrowymi szarfami przedłużającymi rękawy i dół sukni, a na cały regulator gra patetyczna muzyka, to są obrazy na jakie odważa się niewielu reżyserów. Wielkie.
szczerze polecam - nawet [może zwłaszcza?] dla homofobów. wspaniała rozrywka, mocno liberalne treści, feeria kolorów, świetna muzyka, genialne obrazy. odemnie - 9/1o.
ps. na zachętę - główną rolę gra matrixowy smith q:
Posted in upadek kinematografii |