Pełen inteligentnych uwag, ciętego humoru, pozbawiony cenzury i wpływu ugrupowań trzymających władzę, nie tylko świecką.

alatbsof set

November 22nd, 2004 by darodaro

Z serii pytan egzaminacyjnych :
- co to jest kałuża ?
- przeszkoda wodna bez znaczenia taktycznego

czy kolba karabinu może być zrobiona z drzewa genealogicznego? „Tak, pod warunkiem, że będzie ono dostatecznie twarde”.

- Co powiedzał ostatni Mohikanin?
- …
- Poczekajcie na mnie!!…..

Posted in upadek kinematografii | No Comments »

Man on Fire

November 21st, 2004 by darodaro

Coś tam w ogniu. Film ten jest zapowiedzą nowego gatunku filmów damsko-męskich. Ileż to razy zasypialiśmy z nudy na najróżniejszych ckliwych romansidłach, gdzie towarzyszące nam kobiety pochlipywały ze wzruszenia, albo przygryzały paznokcie z obawy o dalszy los bohaterów. Z drugiej strony wyciągnięcie przedstawicielki płci piękniej na film gdzie w tytule znajdowały się słowa „masakra”, trup”, „wojny” albo w obsadzie widniały nazwiska „Schwarzenegger” i „Stallone” graniczyło z cudem.

„Człowiek w ogniu” wychodzi naprzeciw potrzebom rynku filmowego, łączy on w sobie cechy rozwlekłego dramatu, z krwawą jatka, przypominającą akcje z  filmu „Commando”. Można na niego bez obaw iść z życiwą partnerką i zagwarantować jej wzruszenie, jednocześnie nie uśniemy z nudów – przynajmniej nie w drugiej połowie filmu.

Tak oto w pierwszej części mamy rozmydlone wprowadzenie, pełne deklaracji, że „czytanie biblii pomaga”, samotnego popijania jack’a danilsa i smutnych oczu a’la spaniel - w tym przypadku w wykonaniu Denzela Washingtona. Nędzne to jest do bólu, szczególnie tekst o tym że D. W. jest „zagubioną owcą….. Scenariusz, jak wyrzucony z kserokopiarki – ochroniarz z przeszłością chroni dziewczynkę, którą potem zabijają źli panowie, więc trzeba wziąć odwet itd.

W tym momencie rozkręca się film, bo Dezel, naśladując najlepsze akcje rodem z „Commando” i „drużyny A” dochodzi do zdrowia po strzelaninie, a następnie kompletuje arsenał, wrzucając do podróżnej torby wszystko co oferuje czarny rynek broni – od kastetów, po wyrzutnie rakietowe. I tu następuje mówiąc oględnie niezła napierdolka, pełna odcinanych członków, krwi trupów i wszystkiego z tym związane.

Na tym można by zakończyć opowieść o filmie, bo w sumie powiedziałem już prawie wszystko. Irytujący może być jedynie ambitny sposób w jaki reżyser usiłował urozmaicić kręcenie tego gniota – poprzez montaż części kadrów na styl teledysków „The Prodigy” – mi się zrobiło niedobrze po czołówce, ale myślę,  tabletka aviomarinu powinna pomóc.
http://www.imdb.com/title/tt0328107/

Posted in upadek kinematografii | No Comments »

November 17th, 2004 by darodaro

- Tato, a co to są muflony?
- To takie głupie ryby
- Ale oni tutaj piszą , że one skaczą po skałach
- No i sam widzisz jakie to są głupie ryby

Posted in i takie tam różne | No Comments »

Strażnik Systemu

November 1st, 2004 by darodaro

To nie był dobry tydzień dla Jacka. Było zimo, wiał przenikliwy wiatr,
a z nieba z natarczywością godną świadków jehowy sączył się
wkurwiajacy deszcz. Reszta to norma - odłączony net za niepłacenie od
Turing wie - jak dawna rachunków, klienci walący nonstop na telefon i
pierdolące się jak króliki serwery. Na dokładkę jego domowy mainframe
przechodził już drugą faze menopauzy. Z kłębowiska kabli wychodzących
ze jego interfejsów dochodziły jakieś warkliwe odgłosy, dyski jęczały
jak opętane, a w środku panował taki ścisk starych kart rozszerzeń, że
procesor przestał się przegrzewać, bo zwyczajnie nie miał na to
miejsca.
Trzeba coś z tym kurwa zrobić! - pomyślał Jack w przerwie pomiędzy
jednym a drugim telefonem. Ale Jack rozpierdolił w swoim życiu już
niejeden system i dobrze wiedział że bez backupu backupu nie wolno
nawet odpalać portalu wirtualnej polski.
W wolnej chwili, gdzieś około czwartej rano, gdy klienci zazwyczaj
rzadziej dzwonią, bo są zajęci onanizowaniem się podczas oglądania ściąganych w
nocnej taryfie TP pornoli Jack, uzbrojony w broń półautomatyczną
zbliżył się do swojego mainfram’a na odległość wystarczającą, aby
dostać się do przedniego panelu. Sprawnym ruchem umieścił w stacji dyskietek
bootowalnego flopa z nielegalnych ghostem i zrebootował maszynę.
“Nie wychodź z doma bez klona…” - zaintonował pierwsze wersy psalmu
admina czekając na odpalenie się softu.
Jack wiedział, że dysk z jego ponad dwuletnim systemem jest wart
wiecej niż rezerwy banku narodowego USA i za wszelką cenę chciał go
sklonować. Wytrenowanymi od lat ruchami rąk przebiegał z prędkością
światła po opcjach konfiguracyjnych, aby uruchomić procedurę
klonowania… jego uśmiech zamarł na wargach jak staruszka na pasach
przed rozpędzoną ciężarówką -  “cannot find jakiś tam source disc to
proceed..” powiedział system.
Motyla noga, co to kurwa jest? Zasępił się Jack.
Następne godziny poświęcone na analizę problemu pozwoliły ustalić, że
będą kiedyś pod wpływem środków odurzających, upgradował swój dysk
systemowy z WinXP do dysku dynamicznego, a ghost DOS’wu go nie
widzi…
Co powinien zrobić Jack?
- zawieźć mainframe na dwunaste piętro swojego apartamentowca i wypierdolić go
przez okno, bo z piątego może się nie rozjebać w drobny mak
- zadzwonić na infolinie microsoftu
- używając starej hakerskiej metody za pomocą lejka przesypać bity danych z jednego
dysku na drugi
- zrobić coś innego: [wpisz swoją odpowiedz]:


na zgłoszenia oczekujemy w terminie wczorajszym
to pytanie sponsorowały Lipek Labs INC.

Posted in 11010100 | No Comments »

-->