Pełen inteligentnych uwag, ciętego humoru, pozbawiony cenzury i wpływu ugrupowań trzymających władzę, nie tylko świecką.

King Arthur

July 27th, 2004 by darodaro

Po paśmie porażek nastała fantastyczna produkcja. Film wciąga. Wciąga jego klimat, opowiadana historia, bohaterzy. Naprawdę można dać się całkowicie pochłonąć. Dawno nie trafiłem na tak dobrze wyważony film. Nie ma dłużyzn, nie ma przynudzania, ani ckliwych momentów – napięcie jest tam gdzie powinno być, akcja rozwija się. Oczywiście możemy domyśleć się co się zaraz stanie – ale tutaj zupełnie to nie przeszkadza.

No i te walki, a w zasadzie nie walki tylko naprawdę ostre napierdalanie. Troja się chowa, a co istotne, wcale nie ma pokazanej krwi i tych całych historii z odcinaniem członków. Widać można pokazać coś bezkrwawo, a nie ujmując w żaden sposób realizmowi. I naprawdę rewelacyjnie wyglądają pola bitew – widać że nie oszczędzali na statystach.

Nie jestem specjalistą historycznym, ale nie uważam, na przekór niektórym opiniom, że obcięto sporo prawdziwej historii – wg mnie wyszło to na plus – przynamniej nie ma ckliwych scen miłosnych.

Kawał niezłego filmu. Bez znaczenia czy bardziej czy mniej historycznego. Dobra zabawa gwarantowana.

8/10.

Posted in upadek kinematografii | No Comments »

Hellboy vs. Punisher

July 24th, 2004 by darodaro

Bohaterzy pozazdrościli wielkoekranowej sławy Batmanowi, Supermanowi i Spidermanowi, a producenci zysków. I tak oto powstały te gnioty. Ciężko przyznać wspomnianym tytułom jakieś większe zalety. Poza budżetem niewiele różniło się to poziomem od kreskówek z cartoon network. Ale, aby nie narazić się na gniew fanów, nie mogę nie wspomnieć o kapitalnych kreacjach bohaterów Hellboya, o ile można to tak nazwać – prawdziwy komiks na ekranie, naprawdę to można pochwalić. Natomiast Punisher oscylował gdzieś w granicach dramatu psychologicznego, co zraziło mnie szczególnie, ponieważ oczekiwałem makabrycznej jatki na ekranie. Że niby pokazane zostało wewnętrzne cierpienie, rozterki i takie tam? Pasowałoby to do kategorii „dramat” a nie do wakacyjnego filmu, reklamowanego hasłem „The Punishment Begins”. Stanowczo nietrafione, po prostu za mało trupów i przemocy jak na wakacyjny film.

Tak po 4/10 obydwa.

Posted in upadek kinematografii | No Comments »

Van Helsing

July 21st, 2004 by darodaro

Olaboga, można powiedzieć, straszne to było. Nawet dla miłośników tego typu produkcji. Cały film był żałosnym, nie trzymającym się kupy syfem to jedyne co mogę powiedzieć na ten temat. Najbardziej irytują mnie częste w tego typu filmach zagrywki polegające na umieszczaniu scen w których główna rolę grają kleisto-maziowate, obrzydliwe rekwizyty.

Ich jedyną rolą jest chyba ukazanie heroicznej odwagi bohatera, nie stroniącego od grzebania rękoma w tego typu rzeczach oraz umożliwienie zarobku specom od charakteryzacji.

Szczerze powiedziawszy nie wiem gdzie umieścić ten film. Dla dzieci stanowczo za „okropny” a uogólniając starsza publika po prostu zaśnie.

Drastycznie do dupy film, 1/10.

Posted in upadek kinematografii | No Comments »

Mindhunters

July 19th, 2004 by darodaro

Straszne gówno.
Kiedyś pewnie podniecałbym się infantylnością scenariusza, ale cóż, film robiony pod elokwentną amerykańską publiczność. Bieda, nawet fajnych lasek nie ma. 
1/10.

Posted in upadek kinematografii | No Comments »

Nokia – Reszta Świata 1:0 (z archiwum)

July 18th, 2004 by darodaro

Czasami jak patrzę na kolejne modele telefonów dostępne na rynku, to me serce rozpiera radość i podziw dla nieograniczonej myśli i pomysłowości ludzkiej: coraz mniejsze, coraz wydajniejsze, ładniejsze, bardziej ergonomiczne, gry, grafika, muzyka… Ale częściej myślę co zrobić tym skurwysynom z działów marketingu i R&D. Jakim prawem na rynku funkcjonują, co tu dużo nie przymierzać, elektroniczne buble, oferujące ergonomie i elastyczność na poziomie epoki kamienia łupanego.

Odłóżmy na chwile dzwonki, ikonki i kolorowe wyświetlacze na bok, a naszym oczom ukaże się kłębowisko tandetnej elektroniki i oprogramowania. Wyobraźmy sobie, że wykorzystujemy telefon jako narzędzie pracy i jego głównym celem nie jest wysyłanie mms’ów i pobieranie nowych muzyczek a np.: przechowywanie kontaktów biznesowych i nie tylko. Postaram się na prostym przykładzie, który mnie niedawno spotkał pokazać jak rewelacyjne rozwiązania dostarcza Nokia.

 

Dzień pierwszy

Mamy więc telefon Nokia 6310i, chcemy go sobie wymienić na nowy, LEPSZY, oczywiście zachowując wszystkie telefony. Wiele się nie zastanawiając podłączamy go do komputera przez port podczerwieni, komputer wykrywa nam co prawda Nokie 6210, ale jest już gotowy do przesyłania plików. Komputer może i jest, ale „Nokia Phone Editior” nie za bardzo… Nie takie rzeczy człowiek widział. www.nokia.com, 15 minut szukania i już ściągamy nowa wersje Nokia PC Suit. Jest zainstalowana, nowa, gotowa, ale też nie widzi tego telefonu… no nic. Szukamy pomocy, okazuje się że pewnie nie mam jakiegoś bardzo-łatwo-dostępnego-user-friendly pakietu do obsługi podczerwieni pod Windows 2000. Ściągam, ale już nie mogę zainstalować bo mój komputer posiada nowszą wersje uaktualnienia a to jest za stare… no coż… Jedziemy z tym do domu, nasz domowy PC nie takie rzeczy robił. No faktycznie nie takie rzeczy robił, telefon widzi ale Nokia PC Suit wciąż nie… Tak? Chcesz walczyć? Ściągamy posiłki. Posiłki mówią, że jestem lamer, bo do kopiowania danych używa się „Content Copier” a nie „Phone editor”. A podczerwień i bluetootha mogę sobie schować… i wyciągają stary, dobry kabelek RS232. Nie ma jak sprawdzona technologia, 5 minutek i ustawienia telefonu zgrane.

 

Dzień drugi

Teraz pójdzie jak z płatka. Nowy telefon to 6100, śliczny, mały, cieniutki, kolorowy wyświetlacz, bateria płaska jak opłatek, podobno trzyma trzy dni, ale na szczęście każdy ma ładowarkę do Nokii. Telefon natychmiast zostaje wykryty, Content Copier też go wykrywa, jako: „Nokia 6100 (nieobsługiwany)”.

No &^*&#@!!!

Jakbym teraz dorwał handlowca z nokii to musieliby zatrudniać nowego. Ale sprawa robi się honorowa. Nie wolno poddawać się tak łatwo. Analityczny umysł pracuje, roboczogodziny lecą…. Jest! Wyciągam swój telefon z kieszeni (6510), Content Copier go wykrywa, robię kopie (zauważcie ze bez problemu). Ładuje na niego całą zawartość starego telefonu (pamiętacie? 6310i) za pomocną „Content Copier”. Teraz (znów bez problemu!!!) wykrywam i przerzucam dane na dysk w „Phone Editorze”. Chwila napięcia…. czy „Phone Editor” wykryje 6100… JEST (trzeci raz bez problemu!!!!!!). I prosto z dysku przerzucam dane do 6100. Przerzucam, przerzucam, bardzo szybko, 115200, ale może CPU w telefonie nie wyrabia…. i chuuuuuj!

6100 ma 300 wpisów a stara 6310 miała 500. Skopiowało się do „r”.

Dobre i to myślę. „Nie więcej nie mogę zrobić” i wycofuje się do okopów.

 

Dzień trzeci

Przyjeżdża nowa karta sim do 6100, ma 300 wpisów a nie jak stara 100. No teraz (300 sim + 300 telefon)… to prawie cała książka telefoniczna górnego moktowa wejdzie.

Połączenia sprawdzone, nic nie urwałem ładując nową kartę sim, pin działa. Ostatnie starcie.

„Phone editor” odpalony, wentylatory chłodzą procesor. Zaczynamy systematycznie:

Opróżniamy pamięć telefonu 6100. Ładujemy z dysku kontakty, tak do „m”. Weszło 220. Teraz systematycznie, po „inżyniersku” przegrywamy kontakty z telefony do sim’a…. ale moment moment… !%$#%$@#!! Przecież na sim wchodzi tylko jeden numer do wpisu….!!!

Wykorzystując zaawansowane, wzrokowe algorytmy wyszukiwawcze wybieram kontakty które mają jeden wpis i przerzucam je na sim’a. Nie musze dodawać że „Phone editor” nie obsługuje scroll’a oraz nie pokazuje ile tych telefonów zostało do przerzucenia… a za każą zmianą wpisu z telefonu na sim, przeskakuje na początek listy. Przy pierwszych 10 numerach był luz, ale jestem już przy „k” i zapierdalam po tym spisie jak księgowy…. literki się mylą. A może da się to zautomatyzować?

Zaznaczmy tak na oko kilka wpisów i przerzucamy na kartę. O proszę, system nawet uprzedza że skróci nazwę wpisu. Ale dodatkowe numery lecą do jakiegoś /nokia/dev/null albo gdzie indziej… no nic, może ten klient nie był kluczowy…

Najbliższe pół godziny poświęcam na wyrabianie oka i ręki w segregacji kontaktów. Chwała Bogu, że było tylko nieco ponad 300….

DONE!!!

 

Podsumowanie

Fakt 1: była to rutynowa operacja, jaka przeprowadza się przy zmianie telefonu.

Fakt 2: od kilku ładnych lat grzebie się w tych technologiach i choć nie jestem guru, to znam się trochę na tym.

Fakt 3: w całą operacje były zaangażowane: trzy telefony, trzy pc’ty, trójka ludzi, całość trwała trzy dni robocze.

 

Wniosek: sami sobie wyciągnijcie, ja wyciągam kalendarzyk „Domu Książki” i zaczynam przepisywać numery.

Posted in 11010100 | No Comments »

Płatnik strikes back

July 18th, 2004 by darodaro

Pytanie miesiąca: po chuj przy certyfikacie płatnika jest data wygaśnięcia certyfikatu, jeżeli ów certyfikat wygasa dwa tygodnie wcześniej? Gdzie tu sen gdzie logika?

Posted in 11010100 | No Comments »

Bit pierwszy

July 18th, 2004 by darodaro

Co my tu mamy?
Najbardziej absurdalne i niewiardygodne przypadki z technologiami IT, na jakie udało mi sie natknąć w moim krótkim informatycznym życiu.
Korzystając z okazji chciałbym podziękować: mamie, tacie, systemom operacyjnym: ms-dos i widnows, billowi gatesowi oraz firmie ibm

Posted in 11010100 | No Comments »

Shrek 2

July 18th, 2004 by darodaro

Wersja 1: z dubbingiem.
Nazwałbym to jeziorkiem niespełnionych oczekiwań, które wszyscy zawsze mają pod adresem “drugich cześci”. Tym razem inaczej nie było. Choć pełen chumoru utrzymanego w “shrekowej” konwencji i masy naprawde śmiesznych gagów, to na kolana bym nie padał. Nie da się ukryć, że nieco negatwynie nastawił mnie marketing: olbrzymie plastikowe kukły shreka walające się w kinach i na elewacjach budynków, pełne niemal seksualnych uniesień zapowiedzi filmu we wszystkich mediach i ogólna nagonaka na shreka z nieodłącznymi sms’ami.
No dobra, dubbing był rewelacyjny, pierwsze miejsce zajął Wojciech Mann jako barman - transwestyta.
Warto obejrzeć 7/10.

Posted in upadek kinematografii | No Comments »

Nadrabiam zaległości: Starship Troopers 2

July 18th, 2004 by darodaro

Nie wiem co mnie podkusiło, chyba pierwsza cześć pełna zajebistych akcji rodem z obcego, masy walających sie kończyn i dużych ilośći zużywanej amunicji.
Druga część to jakaś pomyłka, oscylująca gdzieś pomiędzy kinem amatorskim a filmami klasy C. Zero efektów, zero nastroju, fatalna fabuła, nawet “socjalistyczno - marketingowe” pojeście do wojny występuje szczątkowo i jest jedynie wycinkiem filmu, a nie jego integralną cześcią. Widać biedny budżet, który starczył na kilka animacji i reszta filmu dzieje sie nocą, w ciemnych pomieszczeniach opusczonej bazy. Aktorów tu nie za dużo, a i tak mogą wyglądać tępo, zarażeni przez nowego robala.
Syf i chała.
3/10.

Posted in upadek kinematografii | No Comments »

21 grams

July 18th, 2004 by darodaro

Film zyskuje drugie miejsce w kategorii „największego doła”, zaraz za „dancing in the dark”. Zastanawiam się kto ma radość w tworzeniu takich rzeczy. Uroczy film o zniszczonych związkach i uczuciach, umieraniu, zabijaniu, poczuciu winy i wszechogarniającym braku sensu życia. W wydaniach kolekcjonerskich powinni dodawać żyletki, do podcinania żył dla widzów. Myślę że powinny został wprowadzone ostrzeżenia na filmach, tak jak kategorie wiekowe, hasło „dołujący film” powinno wystarczyć. Jak ktoś dostał pieniądze na realizacje takiego produktu, jego sprawa, jak ktoś chce oglądać i zamartwiać się, bo nie ma swoich problemów – proszę bardzo, ale normalni ludzie powinni być ostrzegani przed takim syfem, tak jak „zabawki od lat trzech”, „uwaga wulgarne teksty” czy „palenie papierosów powoduje raka i choroby płuc”

A na dokładkę moda którą zapoczątkował Tarantino, czyli pomieszany, a w tym wypadku  popierdolony scenariusz, który skutecznie uniemożliwią spokojne oglądanie. Czy to jest takie „trendy” teraz? Bardziej ambitny film się przez to zrobił. Staropolskie „po chuj?” ciśnie się na usta.

Syf i malaria, ale nie można odmówić dobrego warsztatu filmowego. Jak ktoś lubi to 8/10, a jak nie to 3/10.

Posted in upadek kinematografii | No Comments »

-->